Bąki są legalne. Jeszcze :)
Patrząc na agendę Fit for 55 i portfolio zielonego ładu, trudno nie zastanowić się, czy tak daleko posunięte plany pacyfikacji normalnej ludzkiej aktywności nie przekroczyły już granic utopii
I to nie są żarty. Wszystko, co tylko emituje gazy cieplarniane, znalazło się na celowniku eko-didżejów z Brukseli. Najpierw złe stało się wszystko, co emituje dwutlenek węgla – życiodajny gaz, którym oddychają rośliny. Wymyślono więc ETS-y, czyli certyfikaty, uprawniające do emisji konkretnej ilości (masy) dwutlenku węgla do atmosfery.
Oczywiście, ktoś na tym przy okazji zarabia – choćby firmy konsultingowe, doradzające wielkim emitentom CO2, jak „kreatywnie zaksięgować” emisje, aby jak najmniej na tym stracić. Opracowano też plany np. wtłaczania dwutlenku węgla w nieczynne już kopalnie. Pewnie dla następnych pokoleń.
I to wszystko – dla planety.
Wiatraki, które zabijają ptaki, zaburzają prądy powietrzne i potrafią przyczyniać się do zmiany miejscowego klimatu, w tym redukcji opadów deszczu – dla planety. Panele fotowoltaiczne, które poza eksploatacją zasobów Ziemi, stają się potężnym źródłem ciepła – dla planety. Redukcja hodowli zwierząt i produkcji mięsa, które na naszych talerzach zastąpić ma robactwo – dla planety.

Ograniczenie produkcji węglowodorów podczas chowu zwierząt – czyli majstrowanie przy naturalnych procesach biologicznych, utrzymujących ekosystemy od wieków – dla planety. Barbarzyńska eksploatacja złóż metali ziem rzadkich, niezbędnych do produkcji akumulatorów dla aut elektrycznych na ogromną skalę – dla planety. Odbieranie rolnikom prawa do uprawy części ziemi, na której ma stać woda lub rosnąć trawa – dla planety.
Ale zaraz. Coś tu się nie zgadza!
Bo czy my, ludzie, nie jesteśmy przypadkiem częścią tej planety? I czy czyniąc coś „dla planety” nie wypada zastanowić się, czy przyniesie to również poprawę jakości życia nas, ludzi? Ten elementarny czynnik humanistyczny został jak się wydaję kompletnie zagubiony w coraz to ambitniejszych planach zielonego ładu i Fit for 55.
To, co wdrożono do tej pory, czyli forsowanie „zielonego” prądu i wolny handel (czytaj: spekulacje) ETS-ami, szykanowanie koncernów produkujących samochody spalinowe i właścicieli tych aut, narodowe zrzutki wszystkich obywateli, w tym najbiedniejszych, na luksusowe auta elektryczne dla bogatych, zwijanie przemysłu za emisje…
Wymieniliśmy tylko kilka rzeczy, które Unia Europejska i Komisja Europejska na czele z ponownie wybraną Ursulą von der Leyen wdraża w imię „ratowania planety”. I już taka porcja działań doprowadziła do drastycznej degradacji konkurencyjności gospodarki Unii Europejskiej na globalnych rynkach. Tymczasem rynek znacznie trudniej odzyskać niż go utrzymać.
A co z naszym zdrowiem?
Bo niskoemisyjne rolnictwo wcale nie musi być zdrowsze od tradycyjnego. Poza tym czy dyktowanie ludziom, co mają mieć na talerzu, to nie jest już przypadkiem państwo policyjne? Nawet za komuny nie mówiono nam, co mamy jeść, tyle że asortyment w sklepach był bardzo ograniczony. A jednak reglamentacja to nie to samo co zakazy i nakazy.

Wróćmy jeszcze do tytułowego bąka. Człowiek, jak wiele żywych stworzeń, emituje węglowodory. A skoro dziś krowy i świnie są stygmatyzowane za udział w efekcie cieplarnianym, który sam w sobie jest bardzo dyskusyjny, to moment, w którym człowiek zostanie uznany za szkodnika, wydaje się wcale nie tak znowu odległy.
Skoro Komisja Europejska zajmowała się już normowaniem rzeczy absurdalnych, to całkiem prawdopodobne wydaje się, że emisje węglowodorów przez ludzi i zwierzęta zostaną unormowane prawnie. I będziemy mieli definicję poprawnego politycznie i klimatycznie, normatywnego eurobąka.
Aby zminimalizować emisję eurobąków, można też opracować normę na niskoemisyjny jadłospis. Na pewno znajdzie się taki gatunek robaka lub trawy czy drzewa, po których te straszliwe węglowodory są najskromniejsze w swojej objętości. Może duszone dżdżownice? Grillowane szpilki z sosny? Równanie gazu doskonałego, mole, no wiecie, to się na pewno da obliczyć.
Niemożliwe?
A nieeee 🙂 W Unii Europejskiej wszystko jest możliwe. Także póki co – korzystajmy z luki w prawie i ugotujmy sobie wyśmienity, polski groch z kapustą 🙂
Napisane przez człowieka,
Wasz team ThinkThank.pl
